czwartek, 12 lutego 2015

Przebudzenie

Miałam tutaj pisać =')


Niebyt to swoisty wymiar alternatywnej rzeczywistości w której prawo względności Einstein'a uchodzi za mit. Przenika doń obrys świata nam znanego odbity na kalce rozdzielającej oba Wszechświaty. Im dłużej hibernujesz tym mniej pamiętasz. Zapomnienie jest tu miarą jednostki czasu.

Tylko, że czas nie istnieje i nigdy w naturze nie miał on prawa bytu.
Jest terminem wykreowanym przez ludzkość ku potrzebie władzy nad własnym życiem. Lubimy posiadać choćby tę iluzoryczną kontrolę, bowiem z jej braku człowiek pogrąża się w chaosie za którego granicą widnieje obłęd, bądź zatracenie- nicość.
Byt zamierający w marazmie nieświadomie pogrąża się w niezliczonych replikach minionego wczoraj. Mityczny czas nie tylko ewoluuje w amnezje, ale i przybiera formę osobliwości horyzontu zdarzeń poza którym świat płynie w nasilonym tempie, zaś dla niego człowiek weń uwięziony zamiera w bezruchu. W następstwie letargu czyha bezsenność, a kiedy noc zastępuje nam dzień, każda z nich zdaje się być jednym, niewyobrażalnie długim. To scena samotności. Dla ekstrawertyka jest czymś na wzór powolnej śmierci. Zachodząca niewidoczna zmiana przemienia go nie tyle w introwertycznego outsidera, co dzikusa o nasilonym stadium lęków i fobii.

Z takiego gówna przebudzić może jedynie silny impuls.
Podczas, gdy miesiąc temu upalny lipiec ogrzewał deszcz, a wczoraj mroźny listopad rozścielał chodniki czerwienią liści, do osoby pogrążonej w martwicy dociera dobitna prawda tej zależności, lecz nim zdąży cokolwiek postanowić mroźny luty już przeistacza letnie krople w płatki śniegu.

Wystarczył jeden długi nieprzespany dzień.
Aby otworzyć oczy. Pośród słonecznych promieni dostrzegłam tętniący życiem świat. Widziałam drzewa, niebo, puszyste obłoki. Spacerujące rodziny i jakiś samochód. Przestałam tęsknić przez szybę. Uczestniczyłam w najpiękniejszym spektaklu natury, a co najważniejsze- byłam świadoma. 

Najtrudniej pogodzić się z utratą.
Śpiąc przez okres trzech lat bez jakiejkolwiek świadomości przemijającego życia nie zdawałam sobie sprawy z utraty samej siebie. Pamiętam jedynie nieliczne momenty krótkich przebudzeń, może miesiąc. Jeden na trzydzieści cześć. To na tyle chorowita frekwencja, iż nie omieszkam stwierdzić po części opóźnienia rozwoju.

Nie żałuję.
Samodzielne wyswobodzenie się z nicości jest tym samym pierwszym osobistym sukcesem na płaszczyźnie sfery mentalnej. Nauczywszy się percypować piękno w najmniejszym przejawie życia zyskałam tym samym pełne pokłady szczęścia, co z kolei pozwoliło rozkiełznać depresję.
Nawet jeśli to chwilowa sinusoida nie uważam ceny za wygórowaną.


Choć wciąż na ogół tkwię za szybą powoli zaczynam ją przekraczać. 
Umożliwiają to między innymi wizyty u specjalistów. 
Niestety wciąż potrzebuję motywu dla przekroczenia progu, 
staram się jednak zaprzestać ich posiadania, 
aby swobodnie opuścić dom. 
Spacery koją lepiej od stabilizatorów; 
zimowe powietrze oczyszcza i nastraja do działań.
Pozwoliło to stworzyć swój mały "biznesplan"
 z terminem wcielenia na wrzesień.

  • Powrót do szkoły
  • Powrót na zajęcia teatralne
  • Powrót do łucznictwa (?)
  • Powrót do tańczenia
  • Pogłębiać wiedzę o kosmosie
  • Pogłębiać wiedzę o dinozaurach
  • Pogłębić wiedzę psychologiczną i kognitywistyczną 
  • Częściej jeździć na łyżwach
  • Częściej pływać 
  • Zapisać się do szkoły muzycznej
  • Wstąpić do kółka fotograficznego

Rozwijanie pasji jest dla mnie tym szczególnie ważne, iż zawsze utrzymywało we mnie chęci do życia. To one pozwalają mi wzrastać i cieszyć, jak nic innego. Wiem, że w akompaniamencie widniejących w kalendarzu terminów życie przestanie przeciekać między palcami.
To mały krok w kierunku samoświadomości, lecz wielki dla przyszłości.

~*~

Z dzisiejszej wizyty u psychiatry wróciłam z receptą na kolejną dawkę Depakiny i nowy lek Ranofren w dawce 1,5 dziennie mający za cel mnie wyciszyć. Mimo, iż to czysty bloker zwrotnej serotoniny i dopaminy, który zrobi ze mnie ćpuna, to staram się myśleć życzeniowo i pozytywnie- jeśli tylko zdoła wyciszyć mnie odpowiednio silnie stanę się sobą.
Po raz pierwszy w życiu.

~*~

Istnieje jeszcze jeden powód do uciechy

Jestem kłębkiem szczęścia...