Niebyt to swoisty wymiar alternatywnej rzeczywistości w której prawo względności Einstein'a uchodzi za mit. Przenika doń obrys świata nam znanego odbity na kalce rozdzielającej oba Wszechświaty. Im dłużej hibernujesz tym mniej pamiętasz. Zapomnienie jest tu miarą jednostki czasu.
Tylko, że czas nie istnieje i nigdy w naturze nie miał on prawa bytu.
Jest terminem wykreowanym przez ludzkość ku potrzebie władzy nad własnym życiem. Lubimy posiadać choćby tę iluzoryczną kontrolę, bowiem z jej braku człowiek pogrąża się w chaosie za którego granicą widnieje obłęd, bądź zatracenie- nicość.
Byt zamierający w marazmie nieświadomie pogrąża się w niezliczonych replikach minionego wczoraj. Mityczny czas nie tylko ewoluuje w amnezje, ale i przybiera formę osobliwości horyzontu zdarzeń poza którym świat płynie w nasilonym tempie, zaś dla niego człowiek weń uwięziony zamiera w bezruchu. W następstwie letargu czyha bezsenność, a kiedy noc zastępuje nam dzień, każda z nich zdaje się być jednym, niewyobrażalnie długim. To scena samotności. Dla ekstrawertyka jest czymś na wzór powolnej śmierci. Zachodząca niewidoczna zmiana przemienia go nie tyle w introwertycznego outsidera, co dzikusa o nasilonym stadium lęków i fobii.
Z takiego gówna przebudzić może jedynie silny impuls.
Podczas, gdy miesiąc temu upalny lipiec ogrzewał deszcz, a wczoraj mroźny listopad rozścielał chodniki czerwienią liści, do osoby pogrążonej w martwicy dociera dobitna prawda tej zależności, lecz nim zdąży cokolwiek postanowić mroźny luty już przeistacza letnie krople w płatki śniegu.
Wystarczył jeden długi nieprzespany dzień.
Aby otworzyć oczy. Pośród słonecznych promieni dostrzegłam tętniący życiem świat. Widziałam drzewa, niebo, puszyste obłoki. Spacerujące rodziny i jakiś samochód. Przestałam tęsknić przez szybę. Uczestniczyłam w najpiękniejszym spektaklu natury, a co najważniejsze- byłam świadoma.
Najtrudniej pogodzić się z utratą.
Śpiąc przez okres trzech lat bez jakiejkolwiek świadomości przemijającego życia nie zdawałam sobie sprawy z utraty samej siebie. Pamiętam jedynie nieliczne momenty krótkich przebudzeń, może miesiąc. Jeden na trzydzieści cześć. To na tyle chorowita frekwencja, iż nie omieszkam stwierdzić po części opóźnienia rozwoju.
Nie żałuję.
Samodzielne wyswobodzenie się z nicości jest tym samym pierwszym osobistym sukcesem na płaszczyźnie sfery mentalnej. Nauczywszy się percypować piękno w najmniejszym przejawie życia zyskałam tym samym pełne pokłady szczęścia, co z kolei pozwoliło rozkiełznać depresję.
Nawet jeśli to chwilowa sinusoida nie uważam ceny za wygórowaną.
Choć wciąż na ogół tkwię za szybą powoli zaczynam ją przekraczać.
Umożliwiają to między innymi wizyty u specjalistów.
Niestety wciąż potrzebuję motywu dla przekroczenia progu,
staram się jednak zaprzestać ich posiadania,
aby swobodnie opuścić dom.
Spacery koją lepiej od stabilizatorów;
zimowe powietrze oczyszcza i nastraja do działań.
Pozwoliło to stworzyć swój mały "biznesplan"
z terminem wcielenia na wrzesień.
- Powrót do szkoły
- Powrót na zajęcia teatralne
- Powrót do łucznictwa (?)
- Powrót do tańczenia
- Pogłębiać wiedzę o kosmosie
- Pogłębiać wiedzę o dinozaurach
- Pogłębić wiedzę psychologiczną i kognitywistyczną
- Częściej jeździć na łyżwach
- Częściej pływać
- Zapisać się do szkoły muzycznej
- Wstąpić do kółka fotograficznego
Rozwijanie pasji jest dla mnie tym szczególnie ważne, iż zawsze utrzymywało we mnie chęci do życia. To one pozwalają mi wzrastać i cieszyć, jak nic innego. Wiem, że w akompaniamencie widniejących w kalendarzu terminów życie przestanie przeciekać między palcami.
To mały krok w kierunku samoświadomości, lecz wielki dla przyszłości.
~*~
Z dzisiejszej wizyty u psychiatry wróciłam z receptą na kolejną dawkę Depakiny i nowy lek Ranofren w dawce 1,5 dziennie mający za cel mnie wyciszyć. Mimo, iż to czysty bloker zwrotnej serotoniny i dopaminy, który zrobi ze mnie ćpuna, to staram się myśleć życzeniowo i pozytywnie- jeśli tylko zdoła wyciszyć mnie odpowiednio silnie stanę się sobą.
Po raz pierwszy w życiu.
~*~
Istnieje jeszcze jeden powód do uciechy
Jestem kłębkiem szczęścia...

Wow... Nie wiedziałam, że aż tyle nas łączy. Pióra, łucznictwo, łyżwiarstwo, Dir en grey... Zaczynam trochę od dupy strony, wiem, ale jestem trochę w szoku :'D
OdpowiedzUsuńCzy my się już nie znałyśmy? c:
Też zastanawiam się nad wyprawą na Diru, wszystko zależy od funduszy, więc kto wie, może wpadniemy na siebie.
A odnośnie treści, widzę, że podzielamy także pojęcie czasu. Także wychodzę z założenia, iż to zjawisko w rzeczywistości nie istnieje. To, co określa się mianem czasu, mnie jawi się jako punkty okoliczności wyznaczane przez ludzi.
Cieszę się czytając o Twoich planach, bo piękne cele sobie wyznaczyłaś. Mam nadzieję, że napisanie o nich tutaj, na tym blogu, będzie dla Ciebie dodatkowym kopniakiem w celu ich realizacji c: Chętnie przeczytam jak Ci się wiedzie w związku z tym c:
Jeśli mogę jeszcze spytać, powiesz mi jak dokładnie działa ten lek, który Ci przepisano?
Z całym szacunkiem, to dość popularne zainteresowania, więc nie czuje się zaskoczona, acz wielce mi przyjemnie, że mamy możliwość ich dzielenia. To znacznie zbliża do siebie ludzi, o czym zresztą pisałyśmy.
UsuńJakby nie spojrzeć rozważając moją sytuację nie miałam przyjemności poznać realnie kogokolwiek. Chyba, że masz na myśli inną płaszczyznę poznania i walisz żaluzjami. Jam jest prosty człek i do mnie należy wprost.
Czas jest względny- już sam ten fakt działa na jego niekorzyść w kontekście prawdziwości. Czy widziałaś kiedykolwiek w naturze jakikolwiek odmierzacz czasu?
Siła grawitacji jest zależna i wprost proporcjonalna do ciężkości masy niemniej bez jej udziału jebłby w nicość, Wszechświat kurwa bęc. Czas natomiast został ustosunkowany w zależności do siły grawitacyjnej oraz odmierzany przy użyciu cząstek elementarnych do szesnastego miejsca po "przecinku", ale czy bez pojęcia sekundy, minuty, godziny coś by się stało?
Absolutnie nic. Równie dobrze sekunda mogłaby trwać trzy minuty- jak wspominałam to tylko narzędzie ułatwiające nam percepcję. Poza sidłami ciążenia czas pojęcie czasu umiera. Są takie miejsca w których wszystko dzieje się natychmiast bez użycia czasu...
Depakina jest stabilizatorem, który stabilizuje mnie tak silnie, że latam za ludźmi z nożami... może potrzebuję dłuższego okresu przyswojenia. Zawarty w nim kwas walproinowy zwiększający stężenie związków organicznych pełniących funkcję głównych neuroprzekaźników odpowiedzialnych za działanie hamujące w całym układzie nerwowym (GABA) w synapsach w ośrodkowym układzie nerwowym. Zmniejsza również zużycie owych neuroprzekaźników przez komórki glejowe, czy zakończenia nerwowe hamując z kolei aminotransferazy oraz dehydrogenazy semialdehydowej- enzymu z grupy oksydoreduktaz katalizujących reakcję redukcji (reakcji w której atom przechodzi z wyższego na niższy stopień utleniania) i utleniania (reakcji chemicznej w której atom przenika na wyższy poziom utleniania). Wpływa także na transport chloru oraz przewodnictwo błonowe dla potasu (hiperpolaryzacja). Co skutkuje ustabilizowaniem na zwrotnej synaps.
Ranofren z kolei to ogłupiacz.
Jego działanie oparte jest na mechanizmie blokowania receptorów zależnych zarówno od serotoniny jak i dopaminy. Blokuje również receptory muskarynowe (grupę znajdujących się w błonach komórkowych receptorów metabotropowych regulujących działania kanałów jonowych, czyli po prostu białka błonowego umożliwiającego przepuszczanie jonów.) oraz receptory adrenergiczne [również występujące w błonach komórkowych które pobudzone przez adrenalinę aktywują białka G (białko pełniące swe funkcję jedynie dzięki asocjacji z innymi białkami- katalizuje reakcję podwójnej przemiany między wodą, a substancją w niej rozpuszczoną dzięki czemu powstają nowe związku chemiczne)] i histaminowych (po prostu receptory w których neuroprzekaźnikiem jest histamina). Lek posiada działanie przeciwmaniakalne stabilizując nastrój. Leczy się nim schizofrenię, średnie i ciężkie epizody manii, lek ma też działanie zapobiegawcze nawrotom choroby afektywnej dwubiegunowej.
Uf. Więcej grzechów nie pamiętam.
Zdziwiłabyś się, ale wcale nie są takie popularne. Szczególnie w jednym zbiorze. Pewne zainteresowania odchodzą już do lamusa na rzecz innych, bardziej postępowych. No bo komu dzisiaj potrzeba uczyć się łucznictwa? Nie mamy potrzeby zapierdalać po lesie za zającami na pasztet.
OdpowiedzUsuńTak, to była chujowa żaluzja w moim wykonaniu. Po prostu przypomniałaś mi na moment o osobie bardzo podobnej charakterem do Ciebie, z którą miałam niegdyś do czynienia. Potraktuj to jak luźną sugestię.
Cóż, ujęłaś to tak trafnie, że zasadniczo nie mam nic do dodania. Pantha rei. Niemniej miary są nam potrzebne, jesteśmy od zarania dziejów matematycznymi stworzeniami, którym liczby ułatwiają (bądź utrudniają) życie.
Latasz za ludźmi z nożami po zażyciu tego czegoś, co obfituje w tak wiele skomplikowanych, chemicznych słów? Czy lekarz, który przepisuje Ci takie specyfiki jest świadomy ich oddziaływania na Twój organizm?
Jak się zachowujesz po Ranofrenie (pomijając całe to chemiczno-biologiczne pierdolenie, które ogarniam w niewielkim procencie)?
Łuk należy do najniebezpieczniejszych legalnych broni białych, co już przemawia za jego sprawą : D. Umiejętność posługiwania się wiatrówką nie daje człowiekowi uprawnienia do posiadania broni palnej i nie czyni speca od półautomatu, a mimo to wielu ludzi pyka na strzelnicy.
UsuńNie posiadam permanentnej pewności odnośnie Twoich intencji, więc uznam, iż wciąż nie rozumiem co zasugerowałaś.
Dziwne uczucie: porównanie do kogoś odbieram w charakterze swego rodzaju akceptacji mnie, jako człowieka, nie jego namiastki, co osobiście bardzo mi schlebia. Ogół wypowiedzi nie zabrzmiał jednak zbyt ciepło, szczególnie w części zdania ,,z którą miałam niegdyś do czynienia" w związku z czym mam problem z określeniem, czy był to pozytyw, czy może wydźwięk posiadał zabarwienie pejoratywne.
Jestem żywym (na szczęście) dowodem na to, jak bezczas oddziałuje na człowieka i choć nie akceptuję go, jako wytworu natury, uważam jednocześnie za świetny wynalazek ludzkości.
Wiele psychotropów funkcjonuje na zasadzie mechanizmu placebo, acz stabilizatory (w tym przypadku Depakine) ponoć rzeczywiście pomagają, z naciskiem na ,,ponoć". Mam świadomość, iż każdy lek jest dobierany indywidualnie w zależności od reakcji organizmu na zawarte w nim substancje, co zostaje przeprowadzone metodą prób i błędów, więc nigdy nie nastawiam się z góry na opisywane przez psychiatrę efekty. To z kolei może blokować możliwość wystąpienia efektu placebo, zatem jeśli Depakine jednak prosperuje na tejże zasadzie- nie zadziała. Ponadto posiadam odporność na leki przez wzgląd na niegdysiejsze łykanie ich garściami. Nie tyle jestem lekomanem, co trudno mi uwierzyć, iż tak silne bóle, jakie mnie dopadały były w stanie ustąpić po połknięciu paro-milimetrowej tabletki. "Tolerancja" na nowe leki maleje wraz z każdym ich przyjęciem i już po kilku zażyciach w krótkich odstępach czasu potrzebuję zwiększenia dawki. Podejrzewam iż są to powody dla których Depakine ma ograniczone pole popisu. Poinformowałam o tym psychiatrę już na pierwszej wizycie, a jednak ostatnio dowiedziawszy się, iż lek nie działa postanowił dalej prowadzić "kurację" przy wzmocnieniu Ranofernu, którego nie miałam jeszcze okazji przetestować. Poprosiłaś o dokładne przybliżenie działania leku, więc dokładnie przybliżyłam starając się całe zagmatwanie wytłumaczyć w (jak mi się najwyraźniej wydawało) dość przystępny sposób.
W poprzednim komentarzu zapomniałam odpisać czegoś odnośnie swoich planów.
Powód ich zamieszczenia tutaj odnosi się raczej do mojego zapominalstwa, aniżeli motywacji. Tej posiadam aż nadto.
Wiem co masz na myśli, niemniej popularność takich sportów, w przeciwieństwie np. do paintballa, jest znikoma. Z bronią palną może iść w parze pragnienie posiadania poczucia bezpieczeństwa, stąd ludzie niekoniecznie hobbystycznie, ale też pod tym pryzmatem właśnie mogą wyrabiać sobie zezwolenie.
UsuńNa strzelnicę też poginałam, niemniej wierz mi, to wciąż sport niszowy, który nie cieszy się powszechnym zainteresowaniem. O to mi właśnie chodziło.
W takim razie wybacz, jeśli tak to zabrzmiało c: Czasem zdarza mi się palnąć coś bez namysłu, a potem dziwię się, że ktoś odbiera moje słowa inaczej, niż chciałam je przekazać. Olejmy to głupawe stwierdzenie c:
Zgadzam się. Nic dodać, nic ująć.
Jak najbardziej rozumiem. Niemniej jeśli masz gonić za ludźmi z nożami, to chyba bardziej wskazana byłaby terapia oparta na innych składnikach.
Po prostu ciekawiło mnie jakie zmiany w percepcji i psychice mogą powodować określone składniki. W jakim stopniu taka skondensowana dawka chemii wpływa na zachowanie człowieka.
Jedyny lek z półki "dla czubków" (przy czym nie czuj się urażona tym stwierdzeniem, ja tak nazywam nawet melisę w formie herbaty i gówniany Benosen c':), jaki miałam okazję zażyć, to Stillnox. Być może jest Ci znany ten specyfik. Mam okrutne problemy ze zdrowym snem, tak więc zdarza mi się od czasu do czasu zażyć tenże właśnie. Nieźle mi potem bije na łeb, a historie o wchodzeniu do obrazów i szukaniu drogi do Narnii znam tylko z opowieści na tyle ogarniętej i trzeźwo myślącej współlokatorki, która zamiast się ze mnie śmiać (co ja niewątpliwie na jej miejscu bym robiła :D), asekuruje mnie przed robieniem większych głupot.
Motywacji nigdy zbyt wiele c:
Łuk na szczęście nie potrzebuje zezwolenia :3
UsuńRozumiem o co Ci chodzi. Ja miałam na myśli raczej fakt, iż wielu ludzi słucha Dir en grey, wielu kocha pióra i wielu jeździ na łyżwach. Łucznictwo również nieco drgnęło po sukcesach Piotrka, niemniej, jak zresztą powszechnie wiadomo popularność danego sportu jest wprost proporcjonalna do osiągnięć zdobywanych przez reprezentantów.
Kto by niegdyś dał wiarę, iż skoki narciarskie staną się tak faworyzowane w naszym kraju?
Jak wspominałam, tego typu farmaceutyki dobierane są metodą prób i błędów. Nie funkcjonują one na podobnej zasadzie jak Nurofen uśmierzający ból większości. Stąd trudno za pierwszym zamachem dostosować dawkę i lek idealnie dla pacjenta. Widocznie Depakina czasami potrzebuje dłuższego okresu adaptacji. Jeśli zauważę jakiekolwiek skutki działania Ranofrenu opiszę je najlepiej, jak potrafię, aby wzbogacić Twoją wiedzę.
Nie poczułam się urażona, uśmiechnęłam się. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Jestem czubkiem/wariatem- taka prawda. Przynajmniej mam ciekawsze życie od szaraków : D.
Osobiście nie miałam przyjemności ćpać Stillnox'a, ale polecam Nasen. Po jednej tabletce śpisz jak zabita rano budząc się nowo narodzona, natomiast jeśli zażyjesz jeden, dwa nasenki śpiącą nie będąc...
Cóż, jazdy podobnej formy z jedną różnicą- wszystko pamiętasz.
Dodatkowo i co ważne nie oferuje żadnych zejść czy zgonów; po kilku minutach zaczynasz się zastanawiać na chuj dusisz się pod kołdrą, by chwilę potem przypomnieć sobie, że przecież zjeżdżałaś na sankach.
Także polecam.
W takim razie mamy swego rodzaju impas, bowiem ja znam tylko kilka takich osób i wiem, że choć nie jest trudno znaleźć choć jednego wspólnego mianownika z kimkolwiek, to nie jest też popularnym zjawiskiem trafić z naprawdę wieloma c:
UsuńW kwestii sportu też się zgodzę. Podobnie rzecz ma się z pływaniem, czy piłką ręczną. Niemniej idąc tymi kategoriami, dziwi mnie popularność piłki nożnej w naszym kraju nadwiślańskim :'D
Rozumiem. Ciekawią mnie takie farmaceutyczne smaczki, choć do lekomana mi daleko. Dzięki za informacje c:
A czy wspomniany przez Ciebie Nasen jest na receptę?
Zjawiska jakie opisujesz uważam na swój sposób za fascynujące, zastanawia mnie po dziś dzień jak się czują osoby widzące i czujące coś, czego nie ma w rzeczywistości i fajnie jest raz na ruski rok doświadczyć tego samego, co one c:
A wiesz, że pisząc w poprzednim komentarzu o popularności danych sportów temat nożnej również mnie zadziwił? Podejrzewam jednak, iż jest to związane z popularnością tego sportu na świecie. Nie jest dla mnie niczym dziwnym dzielenie kilku zainteresowań z przyjaciółmi, przyciągam tak skrajnie różne, jak i podobne postaci = D.
UsuńOsoby użerające się ze schizofrenia jednocześnie mający jej świadomość przeżywają piekło. Taki stan najczęściej z miejsca dyskwalifikuje chorego z posiadania pracy, społeczeństwo się nas boi i stroni od głębszych relacji nie wspominając już o współdzieleniu pracy czy życia.
Wymyślony przyjaciel nie jest kumplem od piwa i spraw sercowych. Jest wrogiem nierzadko namawiającym do skrzywdzenia bliskich. Leki i psychoterapia natomiast nie gwarantują sukcesu, wielkim wyczynem jest nauczyć się olewać głosy w głowie i widok zielonych ludzików. Świadomość ich fikcyjności, oraz zaprzestanie kontaktowania się z nimi również nie sprawi, że znikną. Oczywiście, zdarzają sie przypadki, kiedy tak się dzieje, jednak najczęściej odchodzą na drugi plan, widzisz ich kątem oka, gdzieś w przelocie, siedzą na balkonie czytając gazetę kiedy przechodzisz przez salon. Odejdą gdy Ty odejdziesz.
Osobiście nie przeżywam podobnych ekscesów, a haluny miewam jedynie po kilku tabletkach Nasenu, który owszem, jest na receptę którą bez problemu uzyskasz u lekarza rodzinnego mówiąc o problemach ze snem i tłumacząc, że żadne ziołowe specyfiki Ci w tym nie pomagają.
Ale od lat cierpię na manię prześladowczą.
Przez lwią część życia czuje się obserwowana tym samym nie mogąc się uspokoić, zrelaksiwać. Ponadto boję się samotnie wyjść z domu żyjąc w przeświadczeniu, iż każdy napotkany człowiek chce zrobić mi krzywdę, nie wspominając już o przeraźliwym lęku, jaki dopada mnie gdy słyszę za plecami kroki idącej osoby. Nierzadko idąc samotnie nocą uważałam każdą idącą za mną osobę dłużej niż kilka metrów za śledzącego mnie psychopatę (nie żebym sama nim nie była :'D). W tłumie wrażenie obserwacji staje się tak potężne, że powraca uczucie sceniczne, kiedy wszyscy patrzą na Ciebie w oczekiwaniu na występ obserwując uważnie każdy ruch, co z kolei rodzi paranoję w postaci potrzeby kontrolowania nawet nawet mimiki z obawy o nagłą kompromitację.
Wierz mi. Nie chcesz tego przeżywać. Nawet od czasu do czasu.
Swoją drogą jak myślisz, dlaczego nawet największe gwiazdy sięgają po alkohol i narkotyki?
Pamiętam, jak podałaś mi link do materiału o hipotezy Riemanna, skoro temat Cię zainteresował polecam Ci film ,, Piękny umysł" opowiadający o historii Augusta Rush'a. Wybitnego matematyka badającego teorię liczb pierwszych i jednicześnie borykającego się ze schizofrenią. Choroba ta w owym filmie została idealnie zilustrowana, został tam pokazany przyjaciela o którym wspomniałam powyżej. Swoją drogą dokument przez Ciebie nadesłany wspominał o Auguście, to właśnie ten facet, ci nagle wybiegł z sali podczas wykładu. W filmie zostanie wyjaśnione dlaczego.
Przy czym wybacz proszę, że nie skomentowałam dokumentu, który mi poleciłaś, bo choć temat sam w sobie jest ciekawy już przy pierwszym pytaniu odnośnie liczb pierwszych otworzyła się w mojej głowie klapka z odpowiedzią, iż mają one silne powiązanie z molekułami oraz mechaniką kwantową. Byłam bardziej zdziwiona faktem, iż ludzie nie widzą powiązania uważając je za losowe i losowe ich odstępy (przykład schodów) aniżeli samymi teoriami.
Często spotykam się z podobnymi odczuciami przy nauce fizyki, kiedy widząc zależność i proste oczywistości oglądam, jak naukowcy trudzą się w teoriach.
To akurat doskonale jestem w stanie sobie wyobrazić, gdyż nie sprawiasz wrażenia osoby zamkniętej na innych. Nawet jeśli w rzeczywistości jest inaczej.
UsuńDzięki za tak obszerny opis. W istocie jednak nie mówi mi on niczego konkretnego, ale nie dlatego, że niewłaściwie ujęłaś sprawę, co dlatego, że sama takich doświadczeń nie miałam i nie mogę odwołać się do swojego empiryzmu.
Moja niegdysiejsza kumpela miała schizofrenię - była głęboko przekonana, że ma męża i dwójkę dzieci, chociaż w rzeczywistości była samotna i nigdy nie zaszła w ciążę. Nie wiem jak, ale przy pomocy bliskich godziła życie studenckie i chorobę, choć niewątpliwie musiało być jej diablo ciężko.
Na swój sposób jestem natomiast w stanie ogarnąć rozumem Twoją manię prześladowczą. Wcale mnie ona nie dziwi, wydaje mi się nawet, że w różnym stopniu dotyczy ona każdego, kto późną nocą szlaja się po mieście, po slumsach lub/i ma coś na sumieniu. W czasach, gdy chłopaczka są w stanie zadziubać nożem pod blokiem na podwórku, mania prześladowcza nie jest niczym wyolbrzymionym.
Kojarzę tego pana i nie wiem czy dawno temu nie oglądałam tego filmu. Z przyjemnością sobie powtórzę. Dzięki za przypomnienie <3
Jasne, nie ma sprawy.
Co do Twojej teorii, to cóż, być może rzeczywiście są zależności pomiędzy mechaniką kwantową (na co sama zwróciłam uwagę) i molekułami. Nie chcę jednak wyciągać pochopnych wniosków, bowiem człowiek ma to do siebie, że to, co wykracza poza jego prywatną logikę i nie mieści się w ramach jego pojmowania, uważa za przypadkowe, losowe lub nieprawdziwe.
Dokument jest dobry, aczkolwiek ja nie jestem fizykiem, ni matematykiem, by na miejscu naukowców kminić nad teorią, która być może nie ma żadnego znaczenia dla dziejów ludzkości. Zresztą, teorie są po to, żeby mieć nad czym kminić. Fakty są po to, by im nie zaprzeczać c:
Racja, był taki okres w moim życiu w którym nie miałam oporów w byciu otwartym na ludzi. Głośno mówiłam co mi się podoba, a co nie, nie miałam problemów w opowiadaniu o swoich ułomnościach, zaletach i problemach. Ale to czas przeszły dokonany. Pojęłam, że ludzie nie zawsze chcą znać prawdę, nie zawsze życzą sobie negatywnego komentarza, krytyki. Nie zawsze rozumieją, a wówczas najczęściej mają przykrą tendencję wyśmiewania czegoś tylko dlatego, że przekracza to pojmowanie ich mózgownic. Ciasnych czy nawet wręcz przeciwnie. Wycofałam się z tej dziecinnej gierki. O swoich mądrościach życiowych pierdolę na własnym terytorium, którego nikomu nie narzucam. Wypowiadam się po zadaniu mi pytania z wyjątkiem sytuacji w których rozchodzi się o dobro moje i bliskich. Nie wpierdalam się tym samym tam, gdzie mnie nie chcą i szanuję wolę innych odnośnie krytyki. Zrozumiałam jeszcze, a może przede wszystkim kolejną brzydką skłonność umiejętności wskazywania oskarżycielskim paluchem na daną personę bez uprzedniego zasięgnięcia informacji czy choćby zainteresowania się dlaczego ktoś postępuje tak, a nie inaczej. Nie mam zamiaru takowym jednostkom ułatwiać żywota.
UsuńPrzede wszystkim mała poprawka: Film ,,Piękny umysł'' jest o Johnym Nashu- owym matematyku, natomiast August Rush to historia o uzdolnionym muzycznie dziecku, również polecam.
Nie znam sposobu by poczuć się, jak schizofrenik, acz dla samych halunów Nasen idenie się nadaje.
Swoją manię również traktuję, jako skutek doświadczeń. Dla gwiazd estrady jest to wręcz chlebem powszednim, codziennością realną, nie urojoną. Nie oszukujmy się, są takie ciemności z których najtwardsza baba spierdala i ten strach jest naturalny i potrzebny, bowiem jak powszechnie wiadomo uczucie to zwiększa wydzielanie adrenaliny która niejednokrotnie ratuje życie w sytuacjach zagrożenia, co z nowu nie zmienia faktu, że za dnia takie odczuwanie rodzi paranoje i utrudnia życie. No niekoniecznie chciałabym dostać po mordzie od przechodnia w odpowiedzi na pytanie o godzinę. Rozumiesz. Ja po prostu nie chce być społeczną cipą bo z takim nastawieniem po raz kolejny zwieje ze szkoły, nie wspominając o pracy czy planach związanych ze sceną. Stąd nie uważam tego za normalne.
Oczywiście nie uważam swoich poglądów względem tego tematu za prawdę absolutną. Nie zamierzam też wypisywać do Nasy z powiadomieniami o ich omylności, choć zdarzyło się zaśmiać, że tego nie zrobiłam, kiedy wyszło na moje = D. Ufam jednak swojej intuicji i mam świadomość, że mogę mieć rację, ale już sama wiadomość, że się nie myliłam sprawia mi wielką frajdę i motywuje do pogłębiania wiedzy. Umysły artystyczne mają to do siebie, że jak wspominałam widzą więcej alternatyw i myślę, iż w takich sprawach, choć teoretycznie ze sobą zupełnie nie powiązanych, myślenie abstrakcyje bardzo się sprawdza. Wielu naukowców, ścisłych umysłów i wielkich umysłów z Nasy zaprzeczało istnienia czarnych dziur czy czarnej energii gdyż owe zjawiska mają dość wyjebane na znane nam prawa wizyki, ale znalazł się jeden, drugi, trzeci kwiatek który zadał to najważniejsze pytanie: dlaczego?
UsuńDzięki nim wiemy o wiele więcej o otaczającym nas mikro i makro kosmosie, dzięki nim jesteśmy coraz bliżej, dzięki nim odkryto słynną "Bożą Cząstkę'', a nie dzięki ograniczonym mózgom, które, jak sama napisałaś, wszystko co wykracza poza ivh ramy pojmowania uważają za przypadkowe. Niestety mają również tendencje do odrzucana ważnych kwestii kierując się zasadą swojego wielkiego Ego: jeśli czegoś nie wiem bądź kłóci się z tym, co wiem oznacza to, że nie istnieje.
Między innymi dlatego twierdziłam, że ścisłowcy nierzadko są ograniczeni.
A ja lubię kminić. Szczególnie nad tym co podpowiada mi intuicja, a na co naukowcy jeszcze nie wpadli. Lubię analizować wszelkie za i przeciw mojego poglądu i douczać się, poprawiać błędy i wzrastać, by na przyszłość zmniejszyć prawdopodobieństwo pomyłek i móc rozkminiać coraz więcej i więcej. Zagadki Wszechświata traktuję jako zabawę w zgadywankę ja kontra Bóg- natura.
I bardzo lubie wygrywać.
Jeszcze na koniec małe pytanko odnośnie wspólnych zainteresowań: czy Ciebie również pociąga kosmos?
Twój punkt widzenia jest dla mnie zrozumiały i przybijam Ci w związku z tym mentalną piąteczkę. To fajna sprawa ufać swojej intuicji, a prawdę mówiąc byłabym ciekawa co byś wywojowała, gdybyś uderzyła do Nasy c:
UsuńZechcesz mi szerzej wyjaśnić czym jest "Boża Cząstka"?
To normalne dla ludzi - pytać, szukać, błądzić, odkrywać, uczyć się. Tacy jesteśmy i leży to w naszej naturze, w naszych genach. Dzięki temu ewoluowaliśmy i dzięki temu przewyższamy inne gatunki zamieszkujące Ziemię. Dlatego dobrze, że podsycasz w sobie ten płomień i przede wszystkim, że dążysz do zrozumienia tego, co Cię otacza.
Odnośnie kosmosu - cóż, pasjonatką taką, jak Ty nie jestem, ale nie powiem, że zwisa mi ta tematyka, bo jak już kiedyś wspomniałam, kosmos jest fascynujący. Chętnie podejmuję się rozmów w tej kwestii.
Z uwagi na swój charakter mam powody podejrzewać, iż w Nasie za długo bym nie zabawiła i wywojowała co najwyżej zwolnienie po zwyzywaniu kadry od bandy kretynów.
UsuńZ największą przyjemnością opowiem Ci o "Bożej cząsteczce" kwestią pozostaje, co rozumiesz przez słowo 'szerzej', czy wystarczy Ci poznanie w żołnierskich słowach definicji zagadnienia, czy może interesuje Cię szersze spektrum tematu.
Zapytałam, albowiem mam w głowie multum pomysłów na blogi, zarówno te o tematyce o której wspominałam w komentarzu u Ciebie, jak i fotograficzne, niemniej najsilniej jednak myślę o tematyce kosmologii. Zastanawiam się, czy prowadzenie bloga typu ,,Kosmos w wersji dla idioty" przejdzie.
Dlaczego mnie to nie dziwi... :D Chociaż wiesz, z drugiej strony jest jakiś tam popyt na szalonych geniuszy :'D
UsuńInteresuje mnie szersze spektrum tematu, ale - jeśli byłabyś łaskawa, dziewojo - po polsku. Prosto i przejrzyście znaczy się, bo choć nie mam nic przeciwko naukowemu języku i terminologii, to jednak lepiej wchłaniam tak zwane "swoimi słowami" i na chłopski rozum.
Myślę, że to genialny pomysł! Serio. Choć jeśli chcesz znać moje zdanie, to jak powyżej - w prostych słowach, bo wikipedia już jedna jest. Chodzi o to, żeby było właśnie łopatologicznie, "dla idioty". Kumpel, którego bloga kiedyś Ci poleciłam w ten właśnie sposób wykłada różne tematy historyczne. I pomysł chwycił, więc podejrzewam, że z kosmologią byłoby podobnie.
~ Wybacz, że piszę dopiero teraz. Skyrim mnie pochłonął i przepadłam z internetów.
Szaleni geniusze są niestety w obecnych czasach jedynie na filmie. W Nasa rąsia rąsie myje...
UsuńPostaram się zatem w najbliższym czasie przybliżyć Ci temat omawianego zagadnienia przy okazji testując się w planowanej roli. Dokument zalinkuję oraz prześlę na meila podanego przez Ciebie na Twoim blogu. Oczywiście wcześniej uprzedzając o wysłanej wiadomości.
przedtem było aż tak źle, że musiałaś zrezygnować z tych wszystkich przyjemności? nawet ze szkoły?
OdpowiedzUsuńPerspektywa powrotu do edukacji, podjęcia pracy, czy jakkolwiek szeroko pojętej socjalizacji przyspiesza bicie serca, powoduje drżenie ciała oraz paniczny płacz łamane przez krzyk, strach, lęk. Bagatelizowanie fobii społecznej, jak każdego zaburzenia, niesie ze sobą daleko idące konsekwencje, a w tym przypadku schizofrenie. Ze strachem przed bliźnim zmagam się przeszło 9 lat...
UsuńObecnie walczę o dzień w którym, podobnie do Ciebie, użyje czasu przeszłego.
przykro mi, że skończyło się to schizofrenią... musiałaś naprawdę wiele wycierpieć, żeby w końcu być w "kłębkiem szczęścia", który opisujesz tutaj. to już jest wielki krok, postęp. zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawię i widać, że kochasz życie mimo wszystko. jedną nogą jesteś już w tym lepszym życiu.
UsuńTwoja diagnoza jest całkiem trafna z wyjątkiem rzekomego cierpienia, mianowicie nie uważam jakobym miała w jakimkolwiek aspekcie życia do czynienia ze wzmożonym bólem psychicznym, czy egzystencjalnym. Z katuszami oraz cierpieniem zmagają się każdego dnia dzieci w Etiopii, dziewczynki z Somalii, ja w przeciwieństwie dla nich mam realne oraz racjinalne alternatywy niosące pomoc, mam możliwość leczenia, wyjścia na prostą, jak i posiadam predyspozycje ku spełnieniu się, rozwoju, oraz osiągnięciu celi życiowych. Nie mam powodów, aby narzekać na świat będący świetnym placem czystej rozrywki.
UsuńPrzeczytałam Twoją odpowiedź na komentarz i masz wiele racji. Jednak ja to jak się czuję nazywam cierpienię przez to co przeszłam i z jakim bólem się mierzę. Ale napisałam to z taką siłą, że mam łzy w oczach, że i tak można kiedyś. Dziękuję!
UsuńDopiero teraz spostrzegłam Twój komentarz, jako odpowiedź. Myśl o istnieniu ludzi na tym padole, którzy codziennie borykają się z trudnościami bez jakiegokolwiek porównania do naszych, myśl o tym, że codziennie walczą o życie przymierając głodem, zmagając się z amerykańską trucizną pozwala podnieść się na duchu. Spojrzeć na nasze błahe problemy ze sporym dystansem. Jakkolwiek można uznać to za bezczelne prawdą jest i pozostanie, iż spojrzenie na człowieka, który się stoczył, tudzież ma większe problemy od nas dodaje nam siły.
UsuńPrzeczytałam wszystko parę razy.
OdpowiedzUsuńDla mnie pojęcie czasu to tu i teraz, nie jest dla mnie miarą, a wyuczoną kreacją przez innych ludzi. Zgadzam się z tym co napisałaś. Mam też świadomość jak trudno wyjść z domu, dlatego napiszę, rozumiem Cię. Znam też momenty, kiedy jednak wychodzi się na słońce i to jedno łapanie chwili, ludzi dookoła... jak idą, rozmawiają, cofają się jeszcze obok jakiejś wystawy z ciuchami i to tak mocno cieszy, rzeczywistość, że można w niej uczestniczyć. Cieszę się, że wyszłaś, a Twoje plany są piękne, że masz na nie siłę, gotowość, że to dla Ciebie ważne. Ja sama próbuję, ale jeszcze się boję, nie jestem gotowa, ale czytając Twoje słowa zapisałam sobie na kartcę "Dziś wyjdę na spacer i pojadę do Gdańska jak obiecałam" i za to Ci dziękuję. I jednocześnie przepraszam Cię za chaos mojej wypowiedzi, kolejny raz nie dałam w nocy sobie rady i popłynęłam, a teraz jestem nieprzytomna.
Dajesz niesamowitą siłę Swoim słowem. Z ogromną przyjemnością będę czytać co napiszesz.
P.S. Też biorę depakinę
Po raz pierwszy w życiu fakt przebywania na szczeblu, dwóch powyżej rodzi we mnie uciechę. Dotychczas siły oraz inspiracji dodawały mi jednostki silniejsze, znacznie silniejsze ode mnie. Dziś natomiast to ja mogę komuś swoimi słowami pomóc okiełznać mentalne zawirowania. Twój komentarz jest dla mnie jawnym dowodem, iż ruszyłam na przód czego Tobie życzę z całego serca. Pamiętaj proszę, że jak każdy człowiek również miewam chwile słabości i na ty blogu nie zawsze wszystko będzie jawić się jaskrawymi kolorami.
UsuńŻyczę Ci z całego serca siły oraz udanego dnia, jaki sobie zaplanowałaś i pamiętaj proszę jeszcze jedno- ja mogę pozostać jedynie Twoją inspiracją, lecz to Ty podejmujesz decyzje. Twoim postanowieniem zostało opuścić dom choć na krótką chwilę. To spora różnica i wielki krok. Powodzenia <3
Czym jeszcze Cię szprycują?
Bo być o szczebelek wyżej to już bardzo ważne i jak komuś się udaję, to ja się bardzo cieszę i kibicuję, bo wiem jakie to potrzebne. Słowa są czasami jedynym kluczem i spokojem, to piękne, że je masz i że wyrażasz się w taki sposób. Ja czasami za bardzo wspieram i pomagam innym, bo wtedy czuję, że mnie nie odrzucą, na pewno wiesz o czym mówię. W każdym razie brakuje mi momentu dla siebie, na odmowę i poczucie, że przecież to ja jestem najważniejsza. W Tobie czuję taką siłę. Oczywiście mam pełną świadomość, że nie wszystko co napiszesz będzie zawsze pozytywne i ciepłe, ale ja będę czytać na pewno.
UsuńSpacer przede mną i włoże swoje ciepłe futerko i ucieknę do parku :)))
A szprycują mirtorem, parogenem, depakiną i lekami na uspokojenie.
Ktoś mądry niegdyś rzekł, iż dopóki nie potrafisz nieść pomocy samej sobie dopóty nikomu innemu. W pełni zgadzam się z tymi słowami, niejako aby mieć siłę pomagać innym na sam początek należy pomóc samemu sobie.
UsuńNiestety mamy przykrą tendencję do wykorzystywania drugiej persony, a tych obrazujących się nam, jako słabych- szczególnie, zatem zalecam ostrożność.
Miło jest posiadać tę świadomość iż nasze internetowe rzygi nie idą na marne. To motywujące, dziękuję.
Pominąwszy Depakine nie miałam "przyjemności" zażywania leków przez Ciebie wymienionych. Czy to aby blokery? Tj. antydepresanty?
Tak, staram się być ostrożna, teraz szczególnie. Uczę się odmawiać.
UsuńA internetowe rzygi czasami pomagają, więc dobrze, że są :)
Tak, antydepresanty, ale mam lekkość w porzucaniu brania, obecnie nie biorę nic, ale motywuję się, żeby iść do psychiatry raz jeszcze i przegadać sparwę leków.
Antydepresanty, jak wszelkie blokery robią z człowieka ćpuna. Choć oczywiście każdy posiada swój indywidualny stopień przyswojenia tego gówna, niemniej uważam, że stokroć lepszym rozwiązaniem jest psychoterapia, aniżeli chemia.
UsuńJestem w stałej psychoterapii, ale czasami nie ma innego wyjścia i te leki trzeba wziąć, w moim przypadku tak niestety jest, dlatego skłaniam się ku temu, żeby znowu zacząć je brać, to chyba dla mnie najbezpieczniejsza z opcj plus psychoterapia oczywiście.
UsuńPsychotropy nigdy nie są dobrym wyjściem z racji wzmożonej tendencji uzależniających. Ni ze mnie psychiatra, ni dyplomowany psycholog, nie będę więc sprzeczać się z werdyktem specjalisty, niemniej życzę siły i wytrwałości kiedy przyjdzie odstawiać antydepresanty. Osobiście nie spotkało mnie póki co szczęście uczestniczenia w psychoterapii indywidualnej, bowiem terminy są dość powiedzieć długie. Nie wyobrażam sobie wiecznego egzystowania na wszelkich dopalaczach ze świadomością, iż wystarczy je odstawić na dzień, aby na powrót zwariować.
UsuńTak, każdy ma inne doświadczenia jeśli chodzi o branie takich leków, ja jestem skłonna do uzależnień, ale nie jeśli chodzi o leki, postatnio miałam z nimi bliskie starcie i wyprowadziłam je do gabinetu terapeutki. A niestety masz racje, że po odstawieniu jest jeszcze gorzej, ale jeśli się to robi to tzreba stopniowo, jak każę lekarz, ja parę razy waliłam głową w ścianę jak nie miałam recepty, a leki się skończyły i tydzień bez. Okropne uczucie.
UsuńNie mam doświadczenia jeśli chodzi o terminy do psychologa, chodzę prywatnie, ale zdaję sobei sprawę, że się czeka, w naszym kraju szczególnie niestety.
Słyszałam o stopniowym odstawieniu, wszak każda dawka będąca choć w skrawku ujmą od poprzedniej zapewne wywołuje koszmarne doświadczenia. Psycholog, a psychoterapeuta nie jest terminem równoznacznym.
UsuńZgadza się, źle się wyraziłam. Zdecydowanie polecam psychoterapię, jeśli będziesz kiedyś chciala.
UsuńŻyczę Ci spokojnego wieczoru
Liczę na sposobność i możliwość w miarę realistycznego terminu. W obecnym momencie pozostaję na etapie eksperymentowania z psychotropami.
UsuńI Tobie udanego <3
Ja nie eksperymentuje teraz, bardziej z innymi używkami, które mi poprawiaj,ą na chwile nastrój... Tak jak teraz np...
UsuńUżywki wpływają na mnie pobudzająco, co zdecydowanie nie należy do porządanych efektów. Pozostaje liczyć na faktyczne działanie psychotropów, aniżeli efektu placebo.
UsuńBardzo dobrze, że odstawiasz używki. Leki niedługo powinny działać należycie i na pewno poczujesz się lepiej.
UsuńTego mi właśnie najbardziej potrzeba. Dziękuję <3
Usuńjak tu deszczowo! (przepraszam za nieinteligentny komentarz)
OdpowiedzUsuńnie mogłabym się bardziej zgodzić, jeśli chodzi o dostrzeganie małych rzeczy, czerpanie przyjemności ze wszystkiego... bardzo ładna wzmianka o pełnych pokładach szczęścia :)
kosmos, dinozaury, łucznictwo, masz piękne i niezwykłe zainteresowania!
trzymaj się!
Osobiście deszcz płodzi we mnie nastrój miłej, oczyszczającej melancholii. Ponadto należy do jednego z nielicznych czynników uspokajających mnie choć w minimalnym stopniu- co w moim przypadku jest na wagę złota.
UsuńW ostatnich dniach dostałam dużo ciepłych komentarzy i choć płodzą uśmiech i sprawiają uciechę nie jestem doń przyzwyczajona, nie wiem, jak reaguje się w takich momentach, pokładam więc wiarę, że szczere podziękowania wystarczą. Dziękuję Ci.
we mnie deszcz rodzi melancholię, ale ona rzadko jest pozytywna. wolę słoneczko.
Usuńależ nie ma za co. jesteś u siebie, czuj się swobodnie. chyba zagoszczę na Twoim blogu na dłuższy czas.
Dla mnie pasja również jest czynnikiem, który jeszcze mnie trzyma na tym świecie. Dobrze jest się czemuś oddawać :)
OdpowiedzUsuńOddawać to się mogę swojemu mężczyźnie każdej namiętnej nocy. Jestem zdania, że pasja oraz stawiane w niej poprzeczki mają poddawać się mnie. Z Twojej notatki wynika, iż posiadamy dwa wspólne mianowniki. Internet to zaiste ciasne miejsce. Witam w moim świecie, mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej.
UsuńWiedziałam, że tak to będzie przez Ciebie zinterpretowane. Trudno.
UsuńFajnie by było, gdyby się nam poddawały. Na pewno łatwiej.
Ależ czy tak właśnie nie jest? Realizując się w pasjach wzbogacamy doświadczenia tym samym pokonując stawiane sobie poprzeczki, co automatycznie stawia je w świetle przegranej. Nasze małe wielkie zwycięstwa pozwalają iść dalej, zaś nasze wymagania zostają przez nas okiełznane, pokonane. Moim zdaniem twierdzenia typu ,,oddaję się swojej pasji'', ,, poświęcam czas swojemu hobby'' brzmi, jak gdybyśmy tracili go na projekt do pracy, szkoły, uczelni podczas, gdy wykonując ukochaną czynność wypełniamy go naszą kreatywnością oraz miłością. Nigdy nie miałaś wrażenia, że czas staje w miejscu, kiedy robisz to, co kochasz?
UsuńInteresuje mnie skąd Twe przewidzenia mojej interpretacji.
Kiedy człowiek może robić to, co lubi, może poczuć spełnienie i dumę z samego siebie - tego Ci życzę :)
OdpowiedzUsuńMam tego świadomość znakiem czego pragnę na ponów zacząć życie. Pozostaje mi podziękować. Dziękuję.
UsuńDobrze będzie, małymi kroczkami, ale jednak :)
UsuńOprócz samego calu równie ważna jest dla mnie sama podróż drogą której nabieram doświadczeń, azaliż owszem, małymi kroczkami!
UsuńRzeczywiście coś w tym jest, że człowiek czuje potrzebę kontroli. Często się na tym łapię, że sama muszę kontrolować wszystko, bo inaczej czuje, że zaraz świat się zawali a ja stracę grunt pod nogami.
OdpowiedzUsuńPasja rzeczywiście jest czymś, co w człowieku wyzwala odrobinę radości i chęci do życia. Mi posiadanie pasji pomogło wielokrotnie, więc mam nadzieję, że i Tobie wyjdzie na zdrowie :)
Przez wzgląd na złożoność czynności składających się na dane działanie w przypadku utraty kontroli choćby nad tym najmniejszym składnikiem efektem domina pierdolnęłaby całość pogrążając nas w ciemnej dupie. Dla człowieka niedoświadczonego od chaosu do obłędu jeden krok. Konkludując: Kontrola jest nam niezbędna nie tylko dla potrzeby spokoju oraz jako takiej stabilności psychicznej, sęk w tym, iż bez niej najprawdopodobniej nie potrafimy sobie poradzić.
UsuńUważam, że całość powyższego można przypisać metaforze samochodu nad którym tracimy panowanie.
Tak, pasje, szczególnie te zabawrione artyzmem pozwalają wręcz wykrzyczeć światu co w duszach naszych skrzeczy nierzadko płodząc piękną sztukę, czy nawet klasykę w danej dziedzinie. Osobiście jestem zdania, iż pasja jest o stokroć lepszym psychoterapeutą aniżeli wafel głaszczący po główce trzepiący kase za naszą niedole.
Płakałam, kiedy Cię czytałam. I nie mogę przestać. Tak bliskie jest mi to o czym piszesz. "Perspektywa powrotu do edukacji, podjęcia pracy, czy jakkolwiek szeroko pojętej socjalizacji przyspiesza bicie serca, powoduje drżenie ciała oraz paniczny płacz łamane przez krzyk, strach, lęk. " - kurwa, skąd ja to znam... Również jestem socjofobiczką i wiem z czym wiąże się ta choroba. To trochę niewiarygodne - jak bardzo czuję tutaj siebie... Również rzuciłam szkołę, zrezygnowałam z siebie. Tylko, że u mnie stan rezygnacji wciąż trwa, u Ciebie jednak widać w słowach Twoją chęć do życia, do podejmowania nowych wyzwań. Cholernie zazdroszczę motywacji, sił, tego, że się nie poddajesz. Walczysz. I tak trzymaj.
OdpowiedzUsuńTrzymam mocno kciuki za Ciebie...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńJestem rada sprowokowaniem targniętych Tobą emocji, uczuć, tak skrajnych skądinąd oczyszczających, albowiem sama posiadam dość powiedzieć sporą ujmę w interpretacji myśli w kontekście słownym, czy ogółu kwestii nieposiadających z nimi wspólnych mianowników. W związku z powyższym tym bardziej jest mi miło, iż doceniłaś moje słowa.
UsuńSpoglądając w siebie poprzez pryzmat dolegliwości jest imho czynieniem sobie zbędnej szkody. Jesteś sobą, niezależnie od umiejscowienia poczucia własnego jestestwa, nie zapominaj proszę o tym, gdyż uświadomienie uchodzi w dzisiejszych czasach za towar deficytowy. Schorzenie jest zawsze tylko schorzeniem. Pomyśl, czy gryla określa Twoją istotę? Socjofobia jest zaburzeniem, nie chorobą, jeśli w jakimś stopniu zdoła Cię ten fakt pocieszyć. Czytając Twój komentarz doznałam wrażenia, jakobym niejako otworzyła Ci nieco oczy i jeśli mam rację odnośnie trj materii jest mi niezmiernie miło, wszak przebudzenie jest owym pierwszym stopniem w hierarhii katharsis. Wystarczy dać sobie pomóc, aby pewnego dnia móc spojrzeć sobie w oczy. Z dumą.
Jeśli moje słowa cokolwiek pomagają, uświadamiają, są kroplą miodu na Twą zbłąkaną duszę żywię nadzieję, acz ta matką głupich, że uda się zatrzymać Ciebie tutaj na dłuższy czas. Z całym szacunkiem, lecz z przerastającymu mnie problematycznymi zagadnieniami udaję się do sztabu specjalistów pełniących nade mną opiekę. Ty natomiast dopóki nie jesteś w stanie pomóc samej sobie dopóty realnie nie pomożesz bliźniemu. Nie potrafię dostrzec logiki w Twoim postępowaniu, niemniej jeśli Twoim życzeniem jest zapoznanie się na płaszczyźnie prywatnej- nie mam nic przeciwko.
Łucznictwo? Zawsze mnie to ciekawiło, ale nigdy nie miałam okazji spróbować ;) Pasje nam pomagają. Mamy coś, co lubimy robić, więc nawet w największej zawierusze jesteśmy w stanie poświęcić swój czas ;)
OdpowiedzUsuńMnie osobiście łucznictwo pozwalało rozładować napięcie oraz agresję szczególnie podczas celowania do podobizny trenera, także polecam. Powyżej w odpowiedziach na któryś komentarz podkreśliłam swoje stanowisko względem poświęcania czasu naszym hobby. Uważam bowiem, iż poświęcić czas można rzeczom względnie nie darzonym przez nas uczuciem. W przypadku zainteresowań wręcz go wykorzystujemy, aniżeli tracimy.
UsuńFragment o przebudzeniu skojarzył mi się z piosenką Varius Manx - Ballada o śpiącej królewnie. Tak jakoś. :) Poza tym, nie wiem czy jestem w stanie napisać coś mądrego na temat Twojego posta.
OdpowiedzUsuńA i jeszcze ten dźwięk deszczu - na początku się wystraszyłam, że sąsiedzi z góry mnie zalewają, ale później się zczaiłam, że to w komputerze pada deszcz. XD
Nie znam utworu przez Ciebie podanego, acz w wolnej chwili przesłucham, mam nadzieję, z przyjemnością.
UsuńCenię sobie szczerość odbioru w stosunku do mojego internetowego, skądinąd, ekshibicjonizmu oraz inteligencję przewyższającą iloraz ameby. Niekoniecznie zatem przysługuje tu niepisana zasada filozoficznych spekulacji, wystarczy prosto z serca, aby mnie usatysfakcjonować, acz, jeśli coś mądrego przychodzi na myśl będę rada, jeśli się podzielisz przemyśleniami <3
Jak na ironię sama wyłączam odtwarzacz, albowiem niejednokrotnie grzmot doprowadził mnie nieomal do zawału =D