wtorek, 10 marca 2015

Diagnoza.

Osobowość skrajnie 
psychopatyczna i schizoidalna.


Pokłosie diagnozy przeprowadzonej w asyście różnorakich testów nieprzejednanie ukazuje na czarno białym arkuszu ksero wyakcentowaną, czerwoną sinusoidę, beznamiętnie uzmysławiając antynomiczność osobowości. 
Cechy dotychczasowo naznaczające fundament, ad oculos figurujące pod mianem autorytatywnej namiastki mojego 
jestestwa, ciepłym, czwartkowym wieczorem, opieczętowano domeną zaburzeń. Wyrażając zgodę na rekonwalescencję w następstwie predestynuję o kompleksowy reset całokształtu względem znanej mi istoty siebie. Mozolnie, acz imho skutecznie, zaczynam dostrzegać mnogość atutów śpiączki, albowiem nie dysponując niczym wartym sprzeciwu zyskuję tym samym bezcenną szansę na nowe życie.


(R)Ewolucja.

Znając pierwotną identyfikację operuję tym samym wiedzą o anomalii, analogicznie pozwalając przyswoić oraz zrozumieć meritum schorzenia. Diametralne modyfikacje dotychczasowo współistniejąc z pełnią niewiadomych machinalnie pretendują do miana priorytetowych przedsięwzięć, całkowicie dla mnie zrozumiałych. Pomimo, iż owe terminologie w dwóch słowach zawierają kwintesencję mojej osobowości spoglądanie wgłąb poprzez pryzmat zaburzeń, czy chorób uważam za cokolwiek krzywdzące, albowiem ni zaburzenie, ni choroba określa nasze jestestwo, lecz to, co czujemy oraz kim jesteśmy.
Aczkolwiek w przypadku prosperowania podług zidentyfikowanych nieprawidłowości dyssocjlanych, czy aby niezaprzeczalnie uwidocznię siebie?
Równie niewykluczonym scenariuszem fantazja wzmaga lęki płodząc wizję robota wprost z taśmy produkcyjnej gabinetu lekarskiego...

42 komentarze:

  1. Napisałaś wszystko w tak mądry sposób, że nie wiem co napisać. Nie lubię chodzić do psychiatrów, kiedy stawia mi się diagnozy, ale jedno jest ważne, że nasza świadomość staję się większa, a ewolucja może stać się możliwa, w przyszłości. Czasami chce wierzyć w to, że kiedyś będzie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieokreśloną trudność sprawia mi przekład emocji oraz uczuć na słowa szczególnie, iż nie dysponują wspólnym mianownikiem. Stąd właśnie mnogość synonimów, pozwalają one bowiem nadać moc treści, której, przez wzgląd na mą wyżej przedstawioną ujmę, nie potrafię przekazać opisując kwestie sfery mentalnej.

      Czy to aby nie oksymoron?
      Podkreślasz swój dystans odnośnie psychiatrów, by chwilę potem stwierdzić, jak ważnym procesem jest świadomość klasyfikacji naszych schorzeń nabywanych drogą współpracy ze specjalistą.

      Inaczej istnieje zawsze, nawet teraz, choć z uwagi na ogół podobieństwa sytuacji trudno dostrzec Ci zachodzące zmiany, swoją drogą zależne jedynie od Ciebie. Nigdy natomiast nie będzie inaczej, tylko i wyłącznie wówczas, jeśli sama tak postanowisz...

      Usuń
    2. To trudny dla mnie temat, szczególnie przez ostatnie dni i to co się u mnie wydarzyło. Ale skłaniam się coraz mocniej ku pójściu do psychiatry, bo to po prostu bardzo potrzebne. A Ty pisz, bo to ważne, ja będę zaglądać i zaglądam.

      Usuń
    3. Pozostaje życzyć Ci przysłowiowego połamania nóg.
      A pisać mam zamiar bez względu na wszystko.
      Dziękuję ♥

      Usuń
    4. Nogi prawie połamane... Jak Twój weekend? Spokojny?

      Usuń
    5. Tak, wszystko w porządku, nie lubię z komentarzy uskuteczniać czatu.

      Usuń
  2. więc jeśli piszesz, że zyskałaś szansę na nowe życie życzę Ci byś wykorzystała ją najlepiej jak potrafisz, byś jej po prostu nie zmarnowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rekonwalescencja uchodzi za priorytetowy, wręcz nadrzędny cel, jakkolwiek życzeń nigdy dość, oby szczerych i prosto z serca. Dziękuję.

      Usuń
    2. napisałam meila.

      Usuń
    3. Meila przeglądam pro forma każdego dnia, Twoja wiadomość nie umknęła mej uwadze, acz odpiszę nań w okolicach niedzieli.

      Usuń
  3. Hm...Czytałam twój wpis z trzy razy. Analizowałam go i nie wiem co napisać. Hmm...

    OdpowiedzUsuń
  4. U psychiatry nigdy nie byłam, jednak u psychologa tak.... i bardzo mi się w sumie podobało, bo fajnie sobie z pania rozmawiałam. Dopóty, dopóki mojej rodzicielce nie zaczęła wytykać błędów (pod którymi ja się moimi ręcami mogłam podpisać), bo wtedy, to mnie rodzicielka wypisała. A szkoda.

    Trzymaj się, po prostu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja historia odnośnie obycia z psychologiem przebiegła nieco na opak w stosunku do Twojej, albowiem rodzina jak gdyby ślepa na widniejące objawy zawzięcie przestrzegała postulatu podług którego wszelkie zło miało z biegiem czasu przeminąć. Okres ten dotyczył oczywiście czasów nastoletnich.
      Teraz, acz dowód tożsamości dzierżę od lat kilku nabrałam sił, aby zawalczyć o siebie. Każda wizyta u specjalisty uświadamia mnie i wnosi świeżość spojrzenia na ogół sytuacji.

      Dziękuję ♥

      Usuń
    2. Najważniejsze, że działa :) Ach jaka ja się przy Tobie głupiutka czuję, bo tak mądrze piszesz :) I mądrych słów używasz.

      :)

      Usuń
    3. Nielekko mi przypisywać nazewnictwo uczuciom oraz emocjom stąd odniesienie ku synonimom mającym na celu podkreślić dobitność treści przekazywanej. Uważam to za upośledzenie, tudzież w przypadku najlepszego scenariusza ujmą wypełnioną aspektem pozytywnym. W związku z powyższym uważam, iż nie powinnaś się przejmować.

      Usuń
  5. Byłam u psychologa i uważam,że wiele mi to dało, nie żałuję żadnej chwili jaką spędziłam na tamtym fotelu.
    Mam nadzieję,że od teraz będziesz żyła spokojniej, pełniej, lepiej... To taki nowy początek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten czas niezbędna mi psychoterapia, niźli niezobowiązująca dysputa, niemniej na ową kolejkom nie ma końca.
      Spokój podlega w moim świecie pod towar deficytowy współistniejąc z wszelakim pełniej, czy lepiej, szczególnie zatem dziękuję za życzenia.

      Usuń
  6. Może zostanę posądzona o sianie defetyzmu, ale dla mnie czasem- tak ogólnie mówiąc, abstrahując całkiem od ciebie, twojego życia, twojej istoty- działa nieraz ja obosieczny miecz I nie mówię tu tylko o diagnozach stricte dotyczących chorób czy zaburzeń psychicznych, a w szerokim zakresie wszystkich diagnoz możliwych. Wiele lat spędziłam na uczelni medycznej i zauważyłam pewną prawidłowość...czasem człowiek "staje się" swoją diagnozą. Wiesz zapewne, o co mi chodzi. Człowiek postrzega siebie nagle jako kartę choroby. Przywiązuje się panicznie do swojego stygmatu, statusu...a to prowadzi nieraz do tragedii. Wielką umiejętnością jest w diagnozie znaleźć coś przeciwnego- pewien spokój i światło w mroku. Drogę do wyjścia w labiryncie objawów, przypadków i wpadek, w jakim się znajdujemy. I właśnie tego życzę, żeby właśnie diagnoza stała się i dla ciebie właśnie takim światłem. Może właśnie, blaskiem oświetlającym możliwość nowego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ergo ujęłaś właśnie treść, oraz główny przekaz mojej notatki- podobnie, jak Ty wychodzę z założenia, iż diagnoza określa jedynie schorzenie, nie istotę jednostki podobnie, jak grypa nie nadaje sensu naszemu jestestwu. Przez wzgląd na wieczny chaos myśli spokój na ten czas nie jest mi pisany, niemniej wiedza związana z zaburzeniem, a co za tym idzie wzmożone uświadomienie pozwala przeanalizować strukturę problemu oraz szukać sposobu, tego właśnie światełka.
      Dziękuję ♥

      Usuń
    2. Bo, jak to mówił mój przyjaciel, "Jestem najpierw człowiekiem. Dopiero potem płcią, wiekiem, wykształceniem, karą choroby...człowiek to coś o wiele więcej". I sama zastosowałam to już swojego życia, nie dając się choćby określać przez takie rzeczy jak DDA czy inne rzeczy, które mi się przytrafiły. Bo właśnie...ważne to uświadomiść, ale nie wiązać się. Tak chyba można w skrócie rzec:)

      Usuń
    3. Nie sposób się z Tobą nie zgodzić.
      Nie mam nic do dodania.

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą, że diagnoza nie określa człowieka, a robią to jego uczucia, pogląd na świat. A często się o tym zapomina. Sama nigdy nie byłam u psychiatry ani psychologa, a jestem może nawet ciekawa, co by mi takiego mógł powiedzieć o mnie. Wiesz, lubię się doszukiwać głębszego sensu - we wszystkim i myślę, że taka wizyta byłaby kolejnym etapem moich poszukiwań.
    Jeśli masz szansę na nowe życie, to myślę, iż powinnaś ją wykorzystać w stu procentach. Trzymam kciuki, na pewno będzie już tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domeny naszego jestestwa po prawdzie nie usidlisz w paru wspólnych mianownikach, a wszelkie dysputy nie miałyby końca, wszakże imho pamiętać należy również, a może szczególnie, o czynach człowieka, co więcej, aniżeli słowa nas określają.

      Domena psychologa dotyczy asysty związanej z niesieniem pomocy samemu sobie, tudzież wszelaka analiza osobowości następuje w przypadku zarejestrowania hipotetycznych zaburzeń/chorób. Naturą człowieka jest poszukiwać, czy siebie, czy sensu- nieważne, ważnym jest aby odnaleźć. Sądzę, iż psycholog może okazać się przełomowym rozwiązaniem w tej kwestii.
      Sama brnę na skroś poszukiwania siebie, co dnia zmagając się z konsekwencją zapomnienia. Bieżąco owa sprawa posiada znaczenie priorytetowe, poświęcam jej całą siebie. Kimkolwiek jestem.
      Dziękuję.

      Usuń
    2. No tak, bo powiedzieć możemy wszystko. A z uczynkami niestety już tak nie jest. Trafnym spostrzeżeniem jest fakt, że to właśnie przez czyny powinniśmy być określany. Hmm... Chyba nigdy wcześniej do takiego wniosku nie doszłam.

      My szukamy siebie / czy sensu - jak napisałaś, ale są też tacy, którzy na ślepo biorą wszystko co daje im los, nie zastanawiając się nawet do czego to prowadzi.

      Usuń
    3. Niejednokrotnie puszyste obietnice zaczynają jak i kończą swój żywot długością jednego oddechu, czyny natomiast przez swą materialną strukturę odbijają swe jawne piętno na naszych duszach, niemniej...
      Istnieje ponadto mały szkopuł w postaci intencji.
      Nim określimy, czy ocenimy czyjeś postępowanie warto poznać intencję owej jednostki. Zapewne spotkałaś i takich ludzi na swojej drodze, którym z łatwością przychodziło wskazanie oskarżycielskim paluchem ku danej personie, nie zadając tego jakże ważnego, jeśli nie najważniejszego we Wszechświecie pytania: dlaczego?

      Bóg/Wszechświat/Jahwe/Allah (niepotrzebne skreślić) nadał człowiekowi nie tylko rozum, ale i coś tak wspaniałomyślnego, jak wolna wola. Beztroska również może widnieć pod szyldem sensu życia podobnie, jak sam fakt istnienia.

      Usuń
  8. Długo mi zajęło, ale komentuję.
    Nie wiem jak odnieść się do etykietek, bo ja ich nie mam, a raczej... do tej pory niewątpliwie uciekałam od etykietkowania, po to, żeby przyznać się wreszcie przed samą sobą, że głowa mi nie spadnie, nie zawali mi sie świat, jak przyznam się do znajomości z panią N.

    Pani N. jest całkiem przystępna jak się ją oswoi. Tak mówią. A ja jestem na początku tej drogi mimo, że wiekiem jestem "za stara" na choroby wieku dojrzewania.

    Podejmujesz się leczenia psychiatrycznego? Jeśli tylko czujesz i wiesz, że tak będzie dobrze, to próbuj. Pamiętaj jednak, ze osobowość schizoidalna nie świadczy o schizofrenii, a trochę z socjopatii to zdrowy egoizm. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie widzę nic złego w "etykietowaniu się" zwłaszcza, iż niejednokrotnie dany termin dosłownie ,,wyraża więcej niż tysiąc słów", acz podporządkowanie swoich decyzji, czy sposobu życia względem danego zaburzenia uważam za cokolwiek krzywdzące o czym napisałam w notatce.

    Nie rozgryzłam skrótu, a zatem trudno mi odnieść się w jakikolwiek sposób do drugiego akapitu.

    Rekonwalescencja zarówno psychiatryczna, jak i z udziałem psychologa widnieje pod postacią jedynej alternatywy, a ponadto posiada również status priorytetowej.
    Mam świadomość rozróżnienia obu klasyfikacji szczególnie z ważywszy na naturę obu schorzeń, gdzie jedno z nich jest zaburzeniem, zaś drugie chorobą.
    Schizofrenia już swoją drogą, acz widnieje tak kolosalna różnorodność jej typów oraz podtypów, iż na siłę można by przypisać ją osobie całkowicie zdrowiej, niemniej to już kwestia umiejętności określenia średnicy normy u danego przypadku. A ja psychologiem, ni psychiatrą nie jestem.

    Skądinąd ,,trochę z socjopatii", a ósemka na wykresie to mimo wszystko spora różnica. Latami bagatelizowałam objawy, umniejszałam ich wagę skutkiem czego straciłam trzy lata swojego życia. Mogę zatem sprawiać wrażenie przewrażliwionej, choć prawdą jest, iż nauczyłam się nazywać rzeczy po imieniu.

    Dziękuję za komentarz oraz obserwację.
    Postanowiłam również poobserwować nieco i poznać Twą osobę.

    OdpowiedzUsuń
  10. N, czyli Nerwica lękowa.
    I podobnie jak Ty, do tej pory nie potrafiłam się do tego przyznać, ukrywałam, przeżywałam, chowałam, bo przecież ja nie mogę być słaba. Bo ja jestem ze stali, choćby się waliło i paliło.
    Ale przy kolejnym epizodzie, postanowiłam sobie wreszcie dać prawo do bycia człowiekiem, nie cyber-robotem. choć , jak na mój nerwicowy perfekcjonizm, to mnie i tak sporo kosztuje.

    Zapraszam serdecznie. :) I wybacz, ja zawsze staram się szukać plusów w minusach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, azaliż N. znałam osobiście już w okresie wczesno-dziecięcym. Straszna suka.

      Jakkolwiek odebrałaś wydźwięk mej odpowiedzi, odnośnie tej materii prosperuję na podobnych Tobie regułach. Mam na myśli to, iż wiecznie dostrzegam jedynie pozytyw danej sytuacji. Przede wszystkim przez wzgląd na doświadczenia oraz daleko idące wnioski, wiedzę jaka pozostaje- naukę na przyszłość. Wychodzę również z założenia, iże nic we Wszechświecie nie posiada przypadkowego prawa bytu. W związku z powyższym w żadnym wypadku nie uważam za minus życiowy mentalnych dolegliwości, zważywszy, że ich występowanie nadaje mi możliwości poszerzania horyzontów z dziedzin nie tylko mnie fascynujących, ale i dotyczących mnie samej- odnoszących się do poznania samej siebie. Wszelkie ujmy zaś traktuję drogą wyzwania, jeśli takowe mi przeszkadzają, tudzież wypełniam je posiadanymi pozytywami. Nie mam zatem czego wybaczać.

      Usuń
  11. Zgadzam się z Tobą, co do Twojego komentarza u mnie - co człowiek, to inne zdanie :)

    Diagnoza? Hm, w moim przypadku usłyszałam o nerwicy i o ewentualnym ChAD. Diagnozy często brzmią ponuro, ale w końcu wiemy, co nam dolega i co możemy zrobić, aby było lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam Twoje wpisy i szczerze, bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że Twój 'mały biznesplan', jak sama to nazwałaś, się ziści. Trzymam kciuki za to, żebyś w pewien sposób się przełamała, choć zdaję sobie sprawę, że to nie będzie łatwe, aby powoli, ale z dobrym i wielkim rezultatem dla samej siebie wprowadzać ten biznesplan w życie.
    W jednym z wpisów napisałaś: 'jestem ciekawa siebie i tego kim jestem'. Zaintrygowało mnie to zdanie, bo czasami sami siebie nie jesteśmy w stanie w pewnych sytuacjach rozpoznać, nie znamy samy siebie do końca i cały czas potrafimy siebie zaskoczyć, a niektórzy są na tyle odważni, aby sądzić, że nas znają i przejrzeli w każdy możliwy sposób. Myślę, że wszystkie doświadczenia, wydarzenia i wnioski jakie zbieramy przez życie coraz bardziej pozwalają nam samym rozjaśnić sobie to kim jesteśmy.
    Wspominałaś też o czasie jako 'wykreowanym przez ludzkość ku potrzebie władzy nad własnym życiem'. Ja gdzieś, kiedyś przeczytałam, że czas to TYLKO rzeczownik i bardzo mi się spodobało to zdanie :).
    Cieszę się, że nie podchodzisz do diagnozy jak do jakiegoś wyroku, jeżeli można to tak w ogóle nazwać, niech raczej będzie ona dla Ciebie wskazówką, jak dalej żyć, jak próbować, aby to życie stało się lepsze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia oraz poświęcony czas na przeczytanie wszelkich opublikowanych treści.
      Pisząc o ciekawości względem samej siebie przedstawiłam sens dosłowny.
      Każdego dnia borykam się z niegdysiejszą maską, co na przestrzeni lat przeistoczyła się w autopilota. Ergo ludziom odpowiada coś na wzór zautomatyzowanego robota natomiast ja pozostaję upchnięta gdzieś w tył głowy bez umiejętności przedarcia się do zewnętrznych sfer jestestwa, aby posiadać tę możliwość bycia sobą nie tylko wobec siebie, ale i innych. O czym napisałam również w którejś notatce. Nie ma to azaliż cokolwiek związku z opisaną przez Ciebie treścią, lecz przyznam Ci rację względem doświadczeń dzięki którym po prostu uczę się o sobie coraz więcej.

      Usuń
  13. Od tego rodzaju czcionki - zwłaszcza białej na czarnym tle - bolą oczy. Może tylko mnie, a może tylko ja zwracam na to uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoją uwagę.
      Jeśli przebywanie na tym blogu w jakikolwiek sposób źle na Ciebie wpływa polecam zaprzestać odwiedzin.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  14. Czasem tak sobie myślę o sobie samej i się zastanawiam czy jestem normalna, czy ludzie wokół zamiast mózgu mają wodę i kompletny brak wyobraźni.
    Ale nigdy nie byłam u psychiatry. U psychologa tak. Nie da się każdego zaszufladkować po za tym ludzka psychika nie jest taka prosta.
    Trzymaj się i trzymam kciuki. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli psycholog nie polecił konsultacji psychiatrycznej najwyraźniej nie jest ona niezbędna.

      Niegdyś tor moich koncepcji posiadał podobne zabarwienie do Twojego, niemniej nauka ściągnęła do parteru wybujałe wnioski. Niestety bez znaczenia czy na poziomie materii widzianej, czy na poziomie komórkowym, czy też subatomowym człowiek funkcjonuje niczym robot, biologiczny oraz niesłychanie skomplikowany, lecz mimo wszystko robot. Jesteśmy cudem inżynierii i temu nie idzie zaprzeczyć, acz myślimy schematycznie oraz postępujemy schematycznie czy sobie tego życzymy, czy wręcz przeciwnie. Każdy z nas posiada swój własny schemat funkcjonowania dający się zaszufladkować w danych kryteriach, albowiem bez jego udziału nie tylko utracilibyśmy kontrolę nad własnym życiem, ale i pochłonąłby nas chaos.
      Zapewne posiadasz kręgosłup moralny, doświadczenia życiowe, opinie względem konkretnych dziedzin- co również traktuje o schematyczności działania.
      Osobiście wszakże wyznaję zasadę, iże niekoniecznie poprawnym jest podejście schematyczne do bliźniego, wykazywanie swoistego rodzaju stanowiska jak do przypadku. Każdy z nas jest niepowtarzalnym okazem stąd każdy z nas zasługuje na traktowanie indywidualne.

      Usuń
  15. A ja Ci gratuluję odwagi - że miałaś ją, by zdefiniować to nienazwane i próbować zawalczyć o siebie. Wielu z nas takiej odwagi nie ma i każdego dnia umiera w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  16. masz niezwykły styl. czuję się bardzo mało elokwentna.
    naszego jestestwa nie daje się zamknąć w jednej diagnozie, na jednym papierku. nie lubię szufladkowania, a ludzie zajmujący się profesjonalnie wystawianiem diagnoz chyba mają do tego tendencje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, niemniej odczucie dysponowania niską elokwencją uważam za jakkolwiek bezzasadne, albowiem wszyscy operujemy kompleksem mniej i silniej adaptowanych sfer, kwestią pozostaje którymi nakarmisz które.

      Schorzenie nie reprezentuje jestestwa podobnie, jak angina nie nadaje wyrazu Twojej osobowości. Diagnoza portretuje jedynie schorzenie. Człowiek posiada indywidualne spektrum prosperowania podle subiektywnych doktryn: osobista filozofia, kręgosłup moralny, postrzeganie, et cetera. Owe czynniki dysponują jednym wspólnym mianownikiem- schematem. Swoisty schemat bycia ewoluujący na przestrzeni lat względem doświadczeń życiowych, a nasza sfera psychiczna zawiera się w neuronach, a czy na poziomie komórkowym, czy subatomowym człowiek niezaprzeczalnie funkcjonuje wzorcem robota, biologicznego, lecz jednak robota.
      Jakkolwiek nauka nie zaszufladkowała człowieka poznając na przestrzeni dziejów coraz dogłębniej jego aspekty fizjologiczne tak ci bee z papierkiem upoważniającym do stawiania nam diagnoz nie spłaszczają naszego Ego broń Boże do jednej diagnozy, lecz kwintesencję dolegliwości.

      Usuń